×

287. Tradycyjne uszka z grzybami do barszczu wigilijnego i kilka pomysłów na szybki prezent

Praktycznie wszystkie wigilijne dania lubię bardzo, ale barszcz z uszkami zajmuje topowe miejsce wśród tych ulubionych (tuż obok kapusty z grzybami). W tym roku mam takiego farta, że mam szansę załapać się na podwójną porcję tego specjału na dwóch wieczerzach wigilijnych. 
Co by nie było tradycyjnie co roku razem z mamą Krysią lepiłyśmy i tworzyłyśmy najpyszniejsze na świecie uszka. Chociaż nie ukrywam, że w tym roku to mi bardziej stacjonarna rola przypadła, bo brzuch już ciąży trochę. Ale funkcja gotowacza i próbowacza jest również bardzo ważna. W końcu kontrola jakości każdej partii uszek musiała być przeprowadzona.

USZKA Z GRZYBAMI:
(proporcje są orientacyjnie podane na ilość uszek która nasyci 14-15 głodnych gości)
CIASTO:
-ok. 0,5kg mąki pszennej
-1 jajko
-ok. 0,25l wody
-duża szczypta soli

FARSZ:
-ok. 0,25 kg suszonych grzybów
-1 średnia cebula
-sól, pieprz

1. Przygotować farsz grzybowy. Grzyby najpierw namoczyć w zimnej wodzie, a potem gotować ok. pół godziny, aż zmiękną. Posiekać je w bardzo drobną kosteczkę (ponoć niektórzy ludzie nie będący aż takimi wyznawcami tradycji jak my przepuszczają grzyby przez maszynkę do mięsa). Cebulkę obrać i również bardzo drobno posiekać. Na patelni rozgrzać trochę oleju lub masła, zeszklić cebulę, dodać do niej grzyby i wszystko razem przysmażyć. Doprawić do smaku solą i pieprzem (dosyć dużą ilością pieprzu).

 2. Z podanych składników zagnieść elastyczne ciasto, które nie powinno się kleić do rąk. W razie potrzeby dolać trochę wody lub dosypać mąki.

3. A teraz najtrudniejszy punkt programu czyli lepienie uszek. Za pomocą małej szklaneczki lub kieliszka (u nas w użyciu był kieliszek do wina) wycinamy kółka z cienko rozwałkowanego ciasta. Na każdy krążek należy nałożyć trochę, ok. łyżeczkę, farszu. Następnie zlepić całość jak pieroga, następnie tą falbankę pierogową zagiąć i przykleić do pieroga, żeby nie sterczała. Całość takiego pierożka zawijamy wokół palca i sklejamy dwa końce, tak żeby falbanka była w środku zagięcia. Brzmi kosmicznie, ale po kilku uszkach dochodzi się do wprawy.

4. Tak przygotowane uszka wrzucamy małymi partiami do dużej ilości wrzącej i mocno osolonej wody. Po wrzuceniu delikatnie należy zamieszać, żeby żadne uszko nie przykleiło się do dna garnka. Gdy wypłyną na wierzch, trzeba poczekać jeszcze ok. minuty i wyłowić je łyżką cedzakową. Przekładamy na talerze lub miski tak żeby leżały dosyć luźno i nie zlepiały się.
*cały ten proces można wykonać kilka dni (lub nawet tygodni) wcześniej, a gdy uszka wystygną przełożyć je do torebki lub plastikowego pudełka i zamrozić do czasu gdy będą potrzebne.

SMACZNEGO!
 

W tym roku trochę przycwaniakowałam i pierwszy raz w życiu mam gotowe wszystkie prezenty na kilka dni przed czasem. Nawet zapakowane są. Gdyby jednak ktoś miał jeszcze coś do kupienia i nie wiedział co ma kupić poniżej kilka moich książkowych (bo książka to prezent idealny) propozycji różnego sortu. Tak więc szybciutko do księgarni :)

-"Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"-Jonas Jonasson
genialna książka, pełna absurdalnego szwedzkiego poczucia humoru. Ja się popłakałam ze śmiechu czytając, a mama Krysia się silnie krztusiła. Zdecydowanie poprawia humor

-"Toskania dla początkujących"-Imogen Edwards-Jones
książek o pięknej Toskanii i sielskim życiu już było mnóstwo, za każdym razem bohaterki (bo to głownie kobiety były), były piękne, mądre, sympatyczne i utalentowane...tutaj główna bohaterka jest dokładnym przeciwieństwem tego opisu. Aż mi jej czasem żal, że jest taka paskudna. Za to jak się dobrze czyta z myślą że to nie moja mamusia jest taka upiorna.

-"Www.1939.com.pl"-Marcin Ciszewski
Historią aż tak bardzo się nie fascynuję. Nawet nigdy nie próbowałam dorównać chociażby bratu w jego wiedzy, więc wszelkie książki historyczne omijałam szerokim łukiem, a szczególnie te o II wojnie światowej. Ta jest inna. Przedstawiona w niej jest alternatywna wersja wojny, a dokładniej mówiąc Kampanii Wrześniowej, na tyle alternatywna, że to my wygrywamy ze szkopami...jak od razu się lepiej to czyta. A do tego autor jest zdolny na tyle, że aktualnie już kolejną jego książkę pochłaniam i wszystkie są silnie wciągające, wstrząsające i dramatyczne (jak również odrobinę romantyczne)

-"Jak znaleźć przepis na szczęście"-Barbara O'Neal
Ta i pozostałe książki autorki to lektury idealne dla kogoś kto nie może się denerwować i stresować. Bohaterki mają jakieś ciężkie przeżycia, ale zawsze obok jest wierny pies, który wysłucha i do którego można się przytulić. Wspaniały ukochany mężczyzna też się znajdzie. A ostatnia strona okraszona jest pocałunkiem i żyli długo i szczęśliwie. Łatwe, proste i przyjemne, znaczy się idealne na długie, ciemne i zimne wieczory.

-"Ojciec chrzestny"-Mario Puzo
Klasyka. Chociaż aktualnie nie jestem w stanie przeczytać całości, bo przez hormony za bardzo się wzruszam, to mimo wszystko w normalnym stanie polecam. Bo się dobrze czyta, jak dla mnie zdecydowanie lepsze niż film. 

-"Ciężarówką przez 9 miesięcy"-Kaz Cooke
Coś dla kobiet w ciąży i takich które ewentualnie zaczynają się przymierzać do posiadania potomstwa. Jedyny poradnik/nie-poradnik, który byłam w stanie przełknąć, bo napisany na luzie jak opowiadanie, a przy okazji naładowany informacjami.  Nie straszy, nie poucza, a rozśmiesza. Przynajmniej wiem, że przy porannych mdłościach nie tylko mi zdarzały się nieładne myśli.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Kuchnia Pysznościowa- blog kulinarny , Blogger