×

560. Chlebek bananowy z żurawiną i czekoladą

 Ten chlebek bananowy powstał w zasadzie przez przypadek. Znacie ten rodzaj prezentów i podarków, z którymi nie do końca wiadomo co zrobić. Czasem jest to obrazek z jeleniem na rykowisku, dany z dobroci serca, ale dobroć nijak nie chce się wpasować w ascetycznym wnętrzu. Czasem sweterek ciepły wełniany na zimę, tyle że we wściekle pomarańczowym kolorze, takim że możecie być ambasadorem akcji "Bądź widoczny na drodze", a wy z kolorów to tylko czarny uznajecie. Czasem nietrafiony podarek przybiera postać kebaba przyniesionego przez ukochanego konkubenta tuż przed północą. Problem tylko taki, że akurat od tygodnia próbujecie zwalczyć swoje pokusy i rozrastające się boczki, a najsmaczniejszy nawet kebab w środku nocy nijak nie wpisuje się żadną modną dietę. Z ciekawych prezentów osobną kategorią są też kosmetyki. Czasem człowiek dostanie taki kremik, w rodzinnym opakowaniu na dodatek, co to ni przypiął ni wypiął ma się do posiadanej cery lekko alergicznej i samo zbliżenie się do nowego słoiczka powoduje radosne zaczerwienienie na policzkach i szyi, oraz skórę schodzącą jak na wężu w trakcie wylinki. Nic to, dobrze że konkubent ma szerokie plecki i czasem je trzeba posmarować jak się spiecze na słońcu, a odporny jest jak słoń i nic mu nie szkodzi. 
A ostatnio dar z niebios przybrał formę kiści bananów. Konkubent je jakoś tak z cichacza przywiózł. Ja żem była zajęta akurat lepieniem tortu i ogarnianiem panny dziedziczki, żeby mi masy cukrowej nie wyżerała i figurkami się zbyt gwałtownie nie bawiła. Banany zostały schowane. Bardzo głęboko schowane. Na tyle głęboko, że je odnalazłam po paru dniach, jak już były nieco sczerniałe, czyli znak że dojrzały i czas je albo szybko zjeść albo przerobić. Biorąc pod uwagę ich ilość, gdybyśmy się zdecydowały na zjedzeniu, to razem z Lucy później byśmy leżały przez tydzień i trawiły jak wąż po zjedzeniu wołu. Padło na chlebek bananowy, taki co to go widelcem można podziabać i rozmieszać i tylko jedną miskę pobrudzić. Jeszcze dorzuciłam to co tam znalazłam w szufladzie, znaczy lekko nadgryzioną tabliczkę czekolady i garść suszonej żurawiny i już mamy pyszne drugie śniadanie. Uff...znaczy jednak sprezentowane banany się przydały. 

CHLEBEK BANANOWY Z ŻURAWINĄ I CZEKOLADĄ:
-3-4 bardzo dojrzałe banany
-1,5 szklanki mąki pszennej razowej
-1 jajko
-pół szklanki kefiru
-2-3 łyżki (ok. 50g) roztopionego masła
-1/3 szklanki cukru trzcinowego
-chlust esencji waniliowej
-2 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
-garść suszonej żurawiny
-ok. 100g gorzkiej czekolady

1. Banany rozgnieść na miazgę widelcem i wymieszać z roztopionym masłem. Dodać do nich kefir, cukier i wanilię i całość wymieszać. Następnie dosypać mąkę z sodą oczyszczoną i całość wymieszać aż do połączenia się składników, spokojnie można to robić cały czas jednym i tym samym widelcem. 

2. Czekoladę posiekać na drobną kostkę. Żurawinę również można pokroić na mniejsze kawałki. Dosypać je do masy na chlebek bananowy. Całość zamieszać. Tak przygotowane ciasto przelać do keksówki. Ciasto wstawić do piekarnika rozgrzanego do 170st, na około 45-55 minut, aż się zarumieni a patyczek wetknięty w środek będzie suchy. Po ostudzeniu można oprószyć cukrem pudrem. 

SMACZNEGO!




7 komentarzy:

  1. Uwielbiam chlebki bananowe, ale z żurawiną jeszcze nie próbowałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo fajnie kontrastuje kwaskowa żurawina ze słodkimi bananami, bardzo polecam :)

      Usuń
  2. Ostatnio zostało mi mąki razowej z piernika. Chyba wiem do czego ją zużyć ;)
    Zaczęłam myśleć o swoich prezentach "trafionych"... Mam taki obraz jeden, który już trzy lata zamiast na ścianie to w szafie leży...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż ciekawość bierze co na tym obrazie jest, że został tak potraktowany :)

      Usuń

Copyright © 2016 Kuchnia Pysznościowa- blog kulinarny , Blogger