×

Gadżety ułatwiające życie młodym rodzicom

 Producenci akcesoriów dla dzieci doskonale wiedzą, że młodzi rodzice to dojne krowy, z których można ciągnąć kasę do upojenia. Przygotowując się do przyjścia na świat potomka możemy stracić głowę i małą fortunę, jeśli tylko zapragniemy kupić wszystko co ponoć jest niezbędne przy maluchu. Nie ma co liczyć na Szkołę Rodzenia, bo tam z kolei czasem mają wiedzę nieco przestarzałą i o istnieniu niektórych usprawniających życie gadżetów nie mają pojęcia. 
Już jakiś czas temu pisałam o tym co się może przydać w Podróży z niemowlakiem, a poniżej kilka z takich rzeczy, które przetestowaliśmy u nas w domu i uważam, że bez nich byśmy zginęli marnie. Dla dobrych ludzi, którzy wymyślili te cudne akcesoria należy się nagroda Nobla, medal z ziemniaka i uścisk ręki Krzysztofa Jarzyny ze Szczecina. 

1. DOSTAWKA DO ŁÓŻKA-genialny wynalazek, kompromis pomiędzy decyzją czy bobas ma spać z rodzicami, czy sam w łóżeczku. Łóżeczko które z 3 stron ma szczebelki, z czwartej strony jest podpięte pod łóżko rodziców. Maluch śpi bezpiecznie w swojej dostawce (bezpiecznie bo twardo śpiący ojciec nie zgniecie go swoim misiowatym jestestwem), a my nie tracimy przestrzeni. Gdy przychodziła pora karmienia przygarniałam Lucy do siebie i szybko ogarniałam co trzeba. Jeśli coś jej się przyśniło i czasem marudziła przez sen wystarczyło machnąć ręką i pogłaskać ją po głowie, żeby się uspokoiła. Luśka spała w dostawce mniej-więcej do skończenia 6 miesięcy, gdy zaczęła już być za bardzo ruchliwa i wypełzała na łóżko i dalej. Potem bez większych problemów przeprowadziła się do standardowego łóżeczka. 
Dodatkowo w dostawce genialne jest to, że jest mniejszych rozmiarów niż normalne łóżko i noworodek ma w niej bardziej przytulnie niż w "dużym" łóżeczku. 

2. WITAMINY W AEROZOLU-kolejny ułatwiający codzienność wynalazek. Uważam, że trzeba umieć podać dziecku lekarstwo łyżeczką, ale żeby się nie męczyć na co dzień lepiej stosować aerozole. Wystarczy jedno psiknięcie w paszczę bobasa i już dawka witamin jest zaaplikowana. Łatwo, szybko i przyjemnie, a mały gagatek nie zdąży się zdenerwować i wypluć paskudztwa które mu podajemy.

3. MATERACYK KĄPIELOWY-to naprawdę zacni ludzie wymyślili. W Szkole Rodzenia zawzięcie tłumaczyli nam, że dla wygody podczas kąpieli niemowlaka, wystarczy włożyć do wanienki pieluchę. To się bobas nie będzie ślizgał i będzie się fajnie czuł, a wokół nas będą fruwały motylki i będzie świeciła tęcza. No żesz kurcze blade. Raz próbowaliśmy tej sztuki, ale ja byłam cała spocona, Misiek po całej operacji wypalił paczkę fajek ze zdenerwowania, nasza kocica przez tydzień siedziała w szafie ze strachu, a Lucy wytrenowała płuca na tyle że całe osiedle słyszało. Słowem, to wcale nie jest wygodne. Co innego kąpiel z materacykiem, czyli dużą gąbką w kształcie misia. Miś ma głowę grubszą od zadka, wobec czego bobas leży sobie na mięciutkiej gąbeczce, która podtrzymuje mu głowę, a my mamy wolne ręce. Sprawdza się też jak bobas siedzi, ale nie do końca pewnie, bo gdy przewróci się na plecki to nie zanurzy głowy zanadto. 
Aktualnie niestety materacyk przestaje nam wystarczać i musimy znaleźć matę antypoślizgową, bo nam Lucy przez prawie całą kąpiel stoi i tupie nogą. Po prostu nową umiejętność zdobyła, a szkoda żeby się poślizgnęła i wybiła z trudem zdobyte zęby.
*pamiętać należy oczywiście o odpowiedniej higienie i pielęgnacji gąbkowego materacyka i o częstej wymianie na nowy egzemplarz

4. OPASKA INFORMACYJNA-tego gadżetu jeszcze nie testowaliśmy, bo po prostu Lucy była stacjonarna i na spacerach leżała w wózku. Wraz z nadejściem wiosny, zapewne ruszy eksplorować świat na własnych małych nóżkach. Na wszelki wypadek dostanie swoją opaskę, a że uwielbia biżuterię to taka własna bransoletka pewnie przypadnie jej do gustu. Nigdy nic nie wiadomo i wolę dmuchać na zimne. Opaska z danymi adresowymi rodziców może się przydać w przypadku zagubienia dziecka zarówno na krótkim spacerze jak i wyjeździe wakacyjnym. Zakup obowiązkowy.

5. SÓWKA POZYTYWKA-to jest gadżet z kategorii ułatwiających życie, ale nie niezbędnych. Sówka gra miłe, krótkie (kilka sekund) melodyjki. Gdy Lucy jest zezłoszczona albo nie do końca przekonana, że chce iść już spać, melodyjki od sowy na chwilę przykuwają jej uwagę. Zazwyczaj wtedy przestaje płakać czy marudzić i już łatwiej ją uspokoić i uśpić.
Można też znaleźć w sklepie dłużej grające pozytywki, szumiące misie, maskotki z bijącym serduszkiem. Dla każdego coś miłego, generalnie uważam, że coś w tym stylu się przyda. 

6.OKŁAD ŻELOWY W MISIU-Lucy doszła do tego etapu, kiedy zaczyna się przemieszczać samodzielnie i niestety czasem nabija sobie przy tym guza. Ponoć są specjalne kaski dla niemowlaków uczących się chodzić, ale według mnie to kretyństwo zakładać na cały dzień dziecku coś na głowę. Biorąc pod uwagę jak dobitnie Luśka mówi, że nie lubi czapki, już oczyma wyobraźni widzę jak się cieszy gdy zakładam jej kask. Dziękuję nie skorzystam. Raczej psychicznie nastawię się na to, że niestety guzy i stłuczenia mogą się zdarzyć. Żeby uśmierzyć ból warto przyłożyć coś zimnego, np. okład żelowy. A jeśli taki żelowy okład będzie ubrany w misiowe ubranko to na pewno moja córka chętnie go przytuli....ja zresztą też. W końcu chyba każdy lubi przytulać misia.

7. TOREBKI NA ZUŻYTE PIELUCHY-no cóż. Niektórzy inwestują w specjalistyczny kosz na pieluchy (ponoć są modele które zużytą pieluchę przerabiają w pakunek w kształcie cukierka), ja uznałam że to by była tylko kolejna zawalidroga. Nie mamy takiego kosza, mamy zwykły, który regularnie opróżniamy. O ile przy diecie całkowicie mlecznej zawartość pieluch nie śmierdziała za bardzo, o tyle przy coraz bardziej rozszerzanej diecie robi się coraz mniej przyjemnie. Przy moim chrześniaku, kilka miesięcy starszym od Luśki, miałam okazję poczuć moc śmierdzi-bomby wyprodukowanej przez dziecko. Woreczki na zużyte pieluchy, maskujące i zatrzymujące zapach kupska w środku zdecydowanie się przydadzą.



GADŻETY ZWIĄZANE Z ŻYWIENIEM:
1. TORBA TERMICZNA-dobra torba termiczna przyda się na pewno przy nieco dłuższych spacerach czy wyjazdach. Jest o tyle lepsza od ochraniaczy na butelkę, że zmieści się do niej coś więcej niż butelka, czyli można np. zapakować jogurt na drugie śniadanie, jakieś owoce czy kanapki i jest pewność że nie wyjmiemy papki, która skisła pod wpływem wysokiej temperatury. W zbliżającym się sezonie wiosenno-letnich wycieczek przyda się na pewno.
2. MISECZKA PODRÓŻNA-szczelnie zamknięta z łyżeczką w zestawie. Przyda się kiedy chcemy podać posiłek na spacerze czy wyjeździe. Przygotowany posiłek zamykamy w miseczce i wkładamy do torby termicznej i heja do przodu. Na spacer marsz. Nic się nie wyleje i nie ubrudzi.

3. POJEMNIK NA MLEKO W PROSZKU-gadżet, który pokochałam całym swoim serduszkiem. Ja wiem, że karmienie piersią jest najlepsze dla dziecka i najwygodniejsze, ale lajf is brutal i Lucy była częściowo na MM. Dzięki szczelnemu pojemniczkowi, w którym w 3 przegródkach mogłam zamknąć odmierzoną porcję mleka w proszku, spokojnie mogłyśmy wychodzić na dłużej z domu. Nie musiałam zabierać ze sobą całej puszki. Brałam tylko ten pojemniczek, termos z wodą i na spokojnie w każdych możliwych warunkach przygotowywałam świeże mleko dla Lucy. Naprawdę bardzo przydatny gadżecik, a zdecydowanie nie powiedzą wam o nim na Szkole Rodzenia.
Można znaleźć też takie modele, gdzie te przegródki na mleko można wyjąć i finalnie mamy szczelny pojemniczek na przekąski. Jednak ja wolę mieć osobno pojemnik na mleko i osobno pojemnik/miseczkę na przekąski. Po prostu na tym etapie potrzebujemy i mleka i przekąsek.


Przez te 9 miesięcy od kiedy Lucy jest z nami to są moje typy na konieczne zakupy dla malucha. Z biegiem czasu zapewne będą do tego dochodzić kolejne ważne elementy wyposażenia. Póki co wiem, że nam na pewno nie przydały się akcesoria typu:
 -elektroniczna niania (leży w szafie i się kurzy nie używana ani razu),
-sterylizator (wystarczył garnek z wodą i nie potrzebowaliśmy kolejnego grata w kuchni), 
-bujaczek tak połowicznie się sprawdził (był tak naprawdę przez miesiąc używany, potem spał w nim kot),
- podgrzewacz do butelek (Lucy po prostu nie lubi ciepłych napojów i weźmie do ust tylko te w temperaturze pokojowej)
-wszelkie otulacze (moje dziecko drze się jak opętane gdy zwykłym kocykiem nieco zbyt ściśle ją otulę, łapki muszą mieć swobodę)
-wiaderko do kąpieli (Lucy kąpie się w normalnej dużej wannie).
 Wszelkie monitory oddechu niemowlaka, podgrzewacz do pieluch, odlew brzucha ciążowego, pieluchy antykolkolwe i kaski do nauki chodzenia to według mnie gadżety przy których spece od marketingu mają duże pole do popisu. Przy kompletowaniu wyprawki przyda się przede wszystkim zdrowy rozsądek :)

2 komentarze:

  1. Z braku dzieci się nie znam, ale zastanawiam się czy szczelnie zawinięta foliówka nie wystarczy na bombę zapachową? Z powodzeniem używamy do ości i resztek ryb, jeżeli się dokładnie zawinie to może leżeć nawet parę dni, myślę że za ten czas kupo-kosz byłby 10x pełny. Za to meteracyk do kąpieli widzieliśmy u znajomków w Anglii i to naprawdę przydatny gadżet, w ich wersji chyba był cieńszy, coś jak taka mata z wyglądu, ale swoje zadanie spełniał fenomenalnie. I uginał się pod ciężarem ręki rodzica, więc łatwo było w razie potrzeby zanurzyć w wodzie konkretny kawałek bobasa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. materacyk kąpielowy to naprawdę genialny wynalazek :)a z tymi woreczkami to jest tak, że faktycznie zawinięcie w zwykłą reklamówkę by rozwiązało sprawę, ale....pieluch idzie 4-5 dziennie (przynajmniej na tym etapie tak mamy), po 2 czy 3 dniach pozbyłabym się chyba wszystkich torebek z domu. Normalnie ich nie zbieram, bo na zakupy zazwyczaj idę z torbą materiałową, wielorazową, a takie specjalne torebki na śmierdzi-bombę to po prostu dla mnie ułatwienie życia. Jak ktoś ma więcej reklamówek w domu to może sobie z nimi radzić. Chociaż te specjalistyczne są perfumowane i maskują zapach pieluch, a te potrafią być zabójcze i mocniejsze od ryby :)

      Usuń

Copyright © 2016 Kuchnia Pysznościowa- blog kulinarny , Blogger