×

Jesteś w ciąży? Wyrzuć z domu kota! Natychmiast!

"Mięsa daj kobieto! Bo jak nie to zrobimy armagedon!"
17 lutego obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kota i wbrew pozorom wcale nie nawołuję do pozbywania się z domu kotów, czy innych zwierząt domowych. Po prostu takim (bądź podobnym) okrzykiem parę osób mnie uraczyło na wieść o mojej ciąży. Co gorsza w grupie tych osób był też lekarz...ginekolog-położnik. 

A jeszcze niedawno dziwiłam się szczegółowymi pytaniami pani, od której wzięłam kota Tygrysa. Wypytywała mnie czy chcę posiadać potomstwo i czy mam zamiar pozbyć się kota w ciąży. Wybałuszyłam na nią oczy, bo w życiu bym na taki poroniony pomysł nie wpadła. Nie po to w końcu biorę do domu kota, żeby się go pozbywać przy byle okazji. W końcu z założenia taki kochany futrzak będzie w naszym domu kilkanaście lat. Zwierzak to nie zabawka, którą można odstawić na półkę jak się znudzi albo będzie przeszkadzać.

Kiedy zaszłam w ciążę nagle okazało się, że moje ukochane koty stanowią śmiertelne niebezpieczeństwo. I wcale nie chodzi tu o nagłą żądzę mordu, która potrafi je opętać na widok kawałka surowego mięsa w moim ręku. Nie. Ponoć przez koty mogę poronić lub urodzić chore dziecko, według przesądów wszelakich moje dziecko może również zgłupieć gdy będę patrzeć na koty. Jeśli jakimś cudem uda mi się urodzić Niedźwiadka będzie jeszcze gorzej. Bo taki kot paskudnik tylko czyha, żeby przegryźć maluchowi gardło, wyssać mu oddech, udusić go w bliżej nieokreślony sposób lub spowodować trwałe kalectwo np. bezpłodność, a w najlepszym razie podrapać go po całości i jeszcze porozsiewać na niego jakieś śmiercionośne zarazki. 
Przyczajony zabójca
 Kobietę w ciąży straszy się przede wszystkim ryzykiem zachorowania na, wszelkiego rodzaju choroby odzwierzęce, głównie toksoplazmozę.Choroba ta faktycznie może spowodować u nienarodzonego dziecka ciężkie upośledzenie umysłowe, ale....cholernie trudno jest się nią zarazić od kota. 
Część z posiadaczek kotów przechodziła już tokspolazmozę (u dorosłego i zdrowego człowieka przebiega wszystko bezobjawowo) i posiada w swoim organizmie przeciwciała, które nie pozwolą jej zachorować powtórnie. Wtedy sprawa jest jakby ułatwiona. 
Część, tak jak ja, nie przechodziła toksoplazmozy i nie dorobiła się do tej pory przeciwciał, a więc pewne ryzyko jest. Jednak, żeby doszło do zakażenia to po pierwsze kot musiałby posiadać w sobie tego pierwotniaka (co nie jest takie oczywiste), po drugie musiałby zrobić kupę (co już jest bardziej oczywiste), ale już po trzecie to ta kupa musiałaby leżeć i pachnieć przez co najmniej 72 godziny, bo tyle potrzeba żeby uaktywniły się cysty, które nas mogą zakazić. Jest jeszcze apetyczne "po czwarte". Więc po czwarte trzeba by było tę kupę wziąć do łapy, a potem taką brudną łapę wepchnąć sobie w paszczę. Hm.....jakby tu powiedzieć. Jak ktoś kota posiada to wie, że efekt dyfekacji potrafi czasem wonieć tak bardzo, że kuwetę sprząta się migiem, byle tylko zapach nie objął zbyt dużego obszaru w posiadanie. Dosyć oczywistą rzeczą dla mnie jest również mycie rąk zarówno po wyjściu z toalety jak i po sprzątaniu kuwet. Jeśli dla kogoś to nie jest taka oczywista oczywistość to może niech z góry nastawi się na wszelakie choroby, z żółtaczką na czele, przy których tokspolazmoza to pikuś. 
Zresztą przez te kilka miesięcy, dla 100% bezpieczeństwa, można poprosić ojca dziecka lub innych członków rodziny, żeby wzięli na siebie obowiązek czyszczenia kuwet. 

Tokspolazmozą NIE MOŻNA się zarazić poprzez głaskanie kota lub jeśli się zostanie przez niego zadrapanym. Jedyną metodą jest (jak to ktoś ładnie określił) kontakt fekalno-oralny. 

Można natomiast się zarazić poprzez jedzenie surowego mięsa lub niedokładne umycie rąk np. po krojeniu tegoż mięsa. Niebezpieczne mogą być również prace ogrodnicze w ziemi lub zjedzenie niedokładnie umytych warzyw. Jednym słowem zachowujmy higienę, myjmy ręce przed posiłkami i dokładnie myjmy warzywa i owoce oraz unikajmy surowego mięsa, a toksplazmoza nam nie zagrozi. 

Zresztą możemy porozmawiać z lekarzem, że w domu są koty i koty w nim na pewno pozostaną. Dla mojego własnego spokoju ducha mam po prostu co miesiąc wykonywany test na obecność przeciwciał wskazujących na świeże zakażenie. Skoro i tak w każdym miesiącu robię kontrolnie morfologię to kilka ml więcej oddanej krwi na dodatkowy test mnie nie zbawi, a pozwoli w spokoju czekać na Niedźwiadka. 

Wypowiedzi innych mam na temat posiadania kotów przez ciężarną można poczytać tutaj i tutaj
Zarobieni...zapewne knują jak by tu komuś wyssać oddech
Zaś co do kwestii współistnienia w naszym domu kotów i małego dziecka jestem całkowicie spokojna. Z tego co do tej pory zaobserwowałam to moje dwa kocury, Tygrys i Gustaw, małych dzieci się zwyczajnie boją (coś chyba mają z tym wspólnego moi bardzo grzeczni siostrzeńcy), więc obchodzą je szerokim łukiem, albo po prostu chowają się gdzieś głęboko. W mojej kluskowatej koteczce Zołzie natomiast budzi się niespełniony instynkt macierzyński i bawi się z maluchami zawzięcie. Jest przy tym delikatna i cierpliwa i jeśli zostanie pociągnięta za ogon czy wąsy to pacnie łapą bez pazurów, żeby dać znać że sobie tego nie życzy. Jeśli to nie daje efektów i lube dziecię nadal ciągnie to z głośnym miaukiem ucieka. Zdarza jej się dziabnąć wybitnie namolnego dzieciaka, ale no cóż....lajf is brutal. Dziecko też powinno się nauczyć, w którymś momencie, że wsadzanie zwierzęciu palca do oka może się źle skończyć (tak wiem-będę wyrodną matką). 

Z moich aktualnych doświadczeń wynika również, że wszelkie nowe gadżety dziecięce, które kupujemy przed narodzinami, warto dać do obejrzenia kotom. To z natury bardzo ciekawskie stworzenia są. Więc jeśli do domu trafia nowa rzecz (fotelik samochodowy, wózek, bujaczek, łóżeczko itp.) to dajmy pacnąć to łapą, obwąchać i popatrzeć. Jeśli nasza reakcja będzie spokojna to kot sobie obejrzy co ma obejrzeć, a potem znajdzie coś ciekawszego do zabawy. Jeśli natomiast będziemy lecieć z rozdartą japą na widok kota bujającego się w foteliku to chęć skosztowania zakazanego owocu u kociambra wzrośnie. Tak to niestety działa-im bardziej my czegoś zakazujemy tym bardziej kot się tam pcha. Dajmy sobie wszyscy trochę luzu, a będzie nam się razem lepiej żyło.
Domowy specjalista od crash-testów
17 lutego obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Kota, czyli jutro. Więc zamiast panikować i pozbywać się kota z domu to weźmy go na kolana, pogłaszczmy za uchem. To i nam będzie przyjemniej i maluch w brzuchu może usłyszy mruczenie. A w ramach poprawy ogólnej poprawy humoru mała perełka o strasznych kotach znaleziona w internecie.
Źródło: https://www.facebook.com/pages/Beka-z-mamu%C5%9B-na-forach/746563065376170?fref=ts

6 komentarzy:

  1. Uśmiałam się :) nie wiedziałam, ze koty mogą wysysać oddechy :) Jak zwykle w życiu, wystarczy trochę ostrożności i zdrowego rozsądku, żeby nie zachorować :) z toksoplazmozą jest tak samo jak z grypą :) W moim domu przez całe moje życie przewijały się różne zwierzęta, w tym i koty. Będąc w ciąży dowiedziałam się, że przechodziłam już toksoplazmozę i mam przeciwciała, a gdybym nie przechodziła, to tak jak stwierdził mój lekarz "zdrowy rozsadek to wszystko czego nam trzeba". Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tak ogólnie jestem zdania, że myślenie (a co za tym idzie zdrowy rozsądek) ma wielką przyszłość :)
      niestety nie wszyscy tak uważają i często pozbywają się domowych zwierzaków bo naczytali się jakiś bredni na forach internetowych. O zgrozo, niestety ja na samym początku trafiłam też na lekarza, który mi radził pozbyć się z domu kotów, a przynajmniej zaprzestać głaskania ich...zmieniłam lekarza od razu!!!

      Usuń
  2. "Fekalno-analny" czy "fekalno-doustny"? Tak się tylko pytam... ;)
    Też wiele razy słyszałam, że kot i ciąża to najgorsze z możliwych połączeń. A wystarczy trochę poczytać albo zapytać kogoś, kto wie, kto się zna. Wiadomo, że przy zwierzakach jest więcej bakterii, ale higiena w ciąży i przy maluchu to podstawa, bo przecież nawet jeśli w domu nie mamy, to nie unikniemy zetknięcia ze zwierzętami poza nim. Poza tym, z tego co czytałam, maluchy wychowujące się ze zwierzakiem są mniej podatne na alergie i przeziębienia, właśnie ze względu na te dodatkowe zarazki, z którymi ich system musi sobie radzić od samego początku :)
    Dużo szczęścia dla Was wszystkich razem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fekalno-oralny (takie ładne określenie gdzieś znalazłam)...już poprawiłam :)
      ja wychodzę z założenia, że sama całe życie miałam jakieś zwierzątka i taka dorodna i zdrowa wyrosłam to i Niedźwiadkowi obecność kotów nie zaszkodzi, a wręcz może pomóc.
      Ale niektórym mam wrażenie, że hormony prostują zwoje mózgowe i pozbywają się niestety zwierzaków na potęgę :(

      Usuń
  3. Dziękuję za ten piękny zabawny artykuł :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. proszę bardzo, polecam się na przyszłość :)

      Usuń

Copyright © 2016 Kuchnia Pysznościowa- blog kulinarny , Blogger