×

Jak przetrwać podróż samolotem lub pociągiem z małym dzieckiem

Nie twierdzę, że każdy musi podróżować. Nie twierdzę też, że każdy musi spróbować przesiąść się z wygodnego samochodu do innych środków transportu. Twierdzę natomiast, że warto chociaż spróbować innych form podróżowania jak np. pociąg czy samolot. Nawet wtedy gdy rodzic uważa, że jego dziecko jest trudne, marudne i generalnie zawsze płacze w podróży i tym razem też na pewno będzie masakra. Wycieczka pociągiem, czy sam widok samolotów może być atrakcją samą w sobie dla malucha. Moje dziecko uwielbia np. spacery na Warszawskie Okęcie byle tylko pooglądać startujące samoloty. 
Dodatkowo często łatwiej jest zabawić nudzącą się marudę w pociągu niż w samochodzie, gdzie jest przypięta pasami do fotelika i nie ma za bardzo możliwości ruchu i skakania ile tylko dusza zapragnie.
A już największą zaletą pociągów i samolotów jest dla mnie to, że Lucy nie ma w nich choroby lokomocyjnej. Doszliśmy do tego wieku gdy podczas jazdy Luśka czasem haftuje dalej niż widzi. Niestety, gdy mam sama z Lucy gdzieś pojechać, jeśli tylko jest taka możliwość wybieram pociąg (lub samolot). Mam już kilka sprawdzonych sposobów jak to zrobić, żeby i nam przyjemnie czas mijał w podróży i współpasażerowie nas (za bardzo) nie przeklinali. 



ODPOWIEDNIE PRZYGOTOWANIE:
 Misiaczki, ustalmy coś. Nie od razu Kraków zbudowano. Jeśli więc nigdy wcześniej nie porzucałeś swojego samochodu na rzecz transportu publicznego, nie polecam na początek wyprawy PKP relacji Rzeszów-Szczecin. Pierwsza wyprawa samolotem z niemowlakiem też lepiej niech będzie po Europie, a nie od razu na Nową Zelandię z 3 przesiadkami. Maluch powinien się oswoić nieco ze stukotem kół, czy lotniskowym zamieszaniem. Zresztą co tam maluch, rodzic też musi się nieco przystosować do nowej sytuacji. To, że 15 lat temu jeździłeś na harcerskie rajdy w Bieszczady, nie znaczy, że jesteś zaprawiony w bojach, odporny na wszelki stres i kupy w najmniej odpowiednich momentach.
Pierwsza wycieczka Lucy pociągiem trwała ok. 30-40 minut. Gdy miała niespełna rok pojechałyśmy na spacer do Otwocka. Banan na facjacie ewidentnie mi powiedział, że mogę planować dalsze wojaże. Tyle tylko, że ten uśmiech pojawił się dopiero po wyjechaniu z tunelu średnicowego w Warszawie, gdzie ewidentnie się bała. Teraz już wiem, że zaczynając podróż na Centralnym muszę pierwsze kilka minut albo intensywnie ją zabawiać, albo mocno przytulić żeby się nie bała ciemności za oknem. 
 

DOSTOSOWANY BAGAŻ:
Z bagażem jest ten problem, że gdy podróżujemy z dziećmi wydaje nam się, że musimy zabrać ze sobą połowę domu. Też tak kiedyś myślałam. Potem mi przeszło i mogę spakować siebie i Lucy w plecak. Inna sprawa to jak duży jest to plecak. 
Generalnie jeśli jedzie dwoje rodziców i jedno dziecko to nie ma problemu. Jest komu nosić bagaże, jest komu ogarniać dziecko i wózek też sobie złożycie jakoś. Schody zaczynają się gdy rodzic jest jeden. Ja po prostu ograniczam ilość bagażu do minimum. I tak na każdym wyjeździe jest zazwyczaj tyle atrakcji, że nie musimy targać ze sobą góry zabawek. Pakuję się w plecak, żeby mieć wolne obie ręce. Do tego jeśli nie przewiduję długiego zwiedzania, w trakcie drzemek Luśki, to nie biorę też wózka. 
Na co dzień i podróży używamy wózka Valco Snap Baby4.  Zresztą wybierałam go między innymi pod kątem samodzielnego podróżowania samolotem. Jest więc lekki, z pakownym koszem i przede wszystkim jestem w stanie go złożyć i rozłożyć jedną ręką. To bardzo ważne, gdy właśnie harpagan usnął, a trzeba wziąć go na ręce, złożyć wózek i położyć tenże na taśmie, żeby przejść kontrolę na lotnisku. 

Świetnym rozwiązaniem w podróży będą też na pewno chusty lub nosidła. Niestety Lucy jakoś nigdy nie chciała z nami współpracować w tej kwestii. 


  ATRAKCJE NA CZAS PODRÓŻY:
Pomimo tego, że ograniczam bagaż do minimum to zawsze zabieram dla Luśki jej ulubione zabawki. Jeździ z nami Niedźwiedź (ten od Maszy) i książeczki z Kicią Kocią. W podróż pociągiem czy samolotem oprócz zabawek, które wiem że się sprawdzą, zabieram też coś nowego co  będzie miłą niespodzianką dla Lucy. Mogą to być nowe puzzle, kolorowanka, czy nowa książeczka. 
Na pokładach samolotów LOT-u dzieci dostają np. kolorowanki i kredki. Chociaż od naszej wyprawy do Tallinna minęło już trochę czasu, Lucy do tej pory hołubi zawzięcie i tuli do małego serduszka kredki, które dostała od stewardessy. Czekam niecierpliwie kiedy PKP też wpadnie na pomysł upominków dla dzieci. 

Oprócz zabawek i książeczek, gdy wiem, że to nie jest nasz najlepszy dzień, staram się jeszcze dodatkowo spacyfikować Luśkę. Dostaje wtedy na samym początku wyprawy coś naprawdę ekstra. Te ekstra prezenty to np. lizak, frytki, shake z McDonalda albo błyszczyk w opakowaniu w kształcie kota. Szach-mat i mam dziecko na godzinę z głowy. 


OPANOWANIE KRYZYSÓW:
Lucy jest na tyle szalonym dzieckiem, które zawsze coś wymyśli, że na wypadek kryzysów zawsze mam zestaw awaryjny:
-zapasowy komplet ubrań (i woreczek foliowy na spakowanie tych zabrudzonych)
-mokre chusteczki
-żel antybakteryjny Carex i podkładki jednorazowe na sedes
-lizak, mus z owoców w saszetce, woda w ulubionym bidonie (przydają się np. podczas startu i lądowania samolotu)
-zapasowa pielucha
-jeśli używacie smoczek pamiętajcie o łańcuszku do niego
-butla z mlekiem (gdy jeszcze jej potrzebowaliśmy)
To pomaga opanować problemy jedzeniowe i ewentualnie wpadki z siusianiem.

NIEZMĄCONY SPOKÓJ:
Chociaż teoretycznie wszystko brzmi prosto, łatwo i przyjemnie to trzeba pamiętać, że zawsze może nadejść zły dzień. Dzień, w którym nawet frytki, błyszczyk czy nowa książeczka z Kicią Kocią nie uratują sytuacji, bo po protu maluch będzie cały czas płakał. Nie ma co się spinać i dodatkowo nakręcać siebie i dzieciora. Chcieliście dobrze, staraliście się, ale trudno. Współpasażerowie muszą to jakoś przeżyć. Najwyżej zniechęcą się do dzieci i przyrost naturalny nieco spadnie. Nie ma co dodatkowo nakręcać siebie i dziecka. W końcu wspólne podróżowanie ma być przyjemnością dla wszystkich uczestników wyprawy, tak więc nawet drobne niedogodności w podróży niech was nie zniechęcą.


*teoretycznie najłatwiej by było gdyby dziecię przespało nam całą podróż. Niby nic trudnego zmęczyć gagatka przed podróżą i dać mu usnąć dopiero w samolocie/pociągu. Niby nic trudnego a mi się nigdy taka sztuka nie udała. Nawet jak zmęczyłam Luśkę do granic możliwości to zapadała w ekspresową drzemkę, akurat wtedy gdy trzeba przejść przez bramki i prześwietlić wózek czy bomby nie wnosimy, a potem była rześka i wypoczęta. Także próbujcie, może komuś się uda przeżyć podróż ze śpiącym bobasem u boku.
Dodatkowo pamiętajcie o miłych zniżkach dla dzieci. W tradycyjnych liniach lotniczych bilet dla dzieci poniżej 2 lat, podróżujących na kolanach rodzica, to koszt dosłownie kilku złotych (mają zniżkę ok. 90%). Przysługuje im normalny bagaż, zależnie od taryfy-rejestrowany lub podręczny. W tanich liniach te zniżki wyglądają mniej kolorowo i czasem bardziej opłaca się kupić bilet jak dla dorosłego. Po przekroczeniu magicznej bariery 2 lat ceny biletów mocno wzrastają, ale nadal możecie zabrać wózek dziecięcy za darmo i dodatkowo np. fotelik lub łóżeczko turystyczne. Wózkiem możecie podjechać pod drzwi samolotu i zaraz po przylocie dostajecie go z powrotem.

W PKP zniżki są jeszcze przyjemniejsze, bo do skończenia 4 lat dzieci podróżują za darmo. Pamiętajcie, że pomimo darmowego przejazdu dziecko koniecznie musi mieć bilet-ze 100% zniżką, ale musi być. Opiekunowi małego podróżnika przysługuje 30% zniżka na bilet.
Jeśli w trakcie podróży będzie trzeba zmienić pieluchy to w pociągach są już całkiem przyjemne toalety z przewijakami.

A na koniec moi mili trzymajcie za nas kciuki. Tak się wymądrzam a już niedługo czekają nas 2 kolejne wyprawy-do Serbii i  Anglii. O mniejszych wyjazdach nie wspominając. Dlatego też mam nadzieję, że w te wakacje również obędzie się bez większego zamieszania i mój mały podróżnik mnie nie wykończy.

 

2 komentarze:

  1. W tym miesiącu miałam okazję podróżować z moją dwójką (6 i 4 lata) pociągiem 5,5h. Przedział był dla matki z dzieckiem i wraz ze mną podróżowała babcia z dwójką dzieci (8 i 4 lata) - to nam zwiększyło szanse na dotarcie na miejsce w możliwie najmniej nerwowej atmosferze. Zabrałam jednak całą dodatkową torbę atrakcji - książeczki z naklejkami, gry/układanki na magnes, karty czarny Piotruś,oczywiście musy w tubkach, soczki, paluszki itp. itd. Co chwila gdy zaczynali świrować wyciągałam kolejne asy z rękawa. I naprawdę myślałabym, że poszło mi świetnie gdyby nie przykład towarzyszącego nam chłopca - przez całe 5,5h dosłownie 5 min pobawił się swoją kolorowanką i kolejne moooże 10min razem z moim ananasem pojeździli resorakami po fotelach. Przez resztę podróży siedział i gapił się w okno, przytulał do babci lub pił mleko z butelki...Można?? można.. ale czy to normalne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. są podobno takie dzieci z natury spokojne. Zresztą na początku naszej ostatniej jazdy pociągiem z Gdyni do Warszawy moje dziecko zostało uznane za takie nadzwyczaj spokojne i ciche. Siedziała cichutko i zajęła się książką o wiele mówiącym tytule "1000 naklejek z Maszą i Niedźwiedziem". Po mniej więcej godzinie 2 podróżujący z nami chłopcy padli i zasnęli na resztę drogi, za to Lucy się aktywowała i zaczęła skakać jak pchła, gdy uwaga całej publiki była już tylko na nią skierowana. Także...ja mam spokojne dziecko tylko do czasu, wiem że później będę to musiała odpokutować.

      Usuń

Copyright © 2016 Kuchnia Pysznościowa- blog kulinarny , Blogger