×

Matka Polka Jedyna Prawdziwa


Wakacje się kończą, wszyscy przeżywają powrót do szkoły. Ja jakoś mniej to przeżywam, bo wyrosłam już z ławki szkolnej, za to Luśka  jeszcze do niej nie dorosła. Poprzeżywam sobie coś innego zamiast. 
Internet to skarbnica wiedzy, mówi na przykład jaka powinna być Matka Polka. Ale taka prawdziwa najprawdziwsza, a nie jakaś tam popierdułka co po prostu ma dziecko. Taka prawdziwa MUSI urodzić siłami natury, innej opcji po prostu nie ma. Nie wskazane jest przy tym, żeby prosiła o znieczulenie, bo przecież natura nas tak stworzyła, że mamy wytrzymać ten ból. Zresztą co to za ból....to orgazmiczne przeżycie, cud narodzin, sama rozkosz, przechodzenie przez tunel życia et cetera et cetera . O cesarsce w ogóle wspominać nie trzeba, bo powszechnie wiadomo, że cesarka to nie poród.

Jak już Matka Polka urodzi to obowiązkowo karmi piersią. W życiu nie poda dziecku mleka modyfikowanego, przecież to prawie tak samo jakby dała tynk ze ścian. To potwór a nie matka by była. To już lepiej w pierwszej dobie po porodzie jak jest obolała....wróóóóóóć, szczęśliwa z cudu narodzin, przystawiać małego ssaka 34 razy do piersi na rozruszanie laktacji i nie wzruszać się pogryzionymi brodawkami i innymi strasznymi przypadłościami.

Kiedy już karmi tym cycem to musi oczywiście odpowiednio się odżywiać. Tak żeby przypadkiem nikt nie pomyślał, że to przez jej mleko dziecko ma kolki. Tak więc do jedzenia tylko ryż, marchewka i gotowany kurczak, a do picia herbatka na laktację.Nie ważne, że nie smakuje i wywołuje odruch wymiotny. Nic innego jeść nie wolno, broń Boże czekolady (bo zaparcia), nabiału (bo może mieć nietolerancję laktozy), ziół (bo zmieniają smak mleka), przypraw (bo zaszkodzą w niepojęty sposób),  czy innego zielonego groszku (bo wzdęcia jak stąd do Honolulu). I ten cyc na zawołanie, bo przecież smoczka też nie można dać, bo to taki niehumanitarny zatykacz dziecka. Zamiast smoczka jest oczywiście cyc. Więc ten cyc jest wszędzie. I nikt się nie może oburzać na widok cyca, bo Matka przecież nie musi dbać o skrępowanie innych. I Matka odczuwa ogromną radość z tego cyckowania. Nie może być inaczej, przecież karmi swojego dziubdziulka. Nie przeszkadza jej więc nijak ssak wiecznie uwieszony w strategicznym punkcie. 

A cycem (i resztą Matkowego ciała) chciałby się czasem małżonek lub konkubent zainteresować, ale Matka nie ma czasu na takie bzdety. Ba nie ma nawet ochoty. Bo jeszcze nie daj Boże trzeba by na siebie spojrzeć delikatnie krytycznym wzrokiem i się okaże, że lekko Matka się zapuściła. Tylko, że przecież malowanie paznokci, farbowanie włosów, czy inne maźnięcie tuszem po rzęsach jest niedopuszczalne. Toć Matka nie jest pustą lalą. Nie będzie się stroić w czasie gdy dziecko może jej potrzebować. Zresztą ten uroczy dziubdziulek i kocha swoją mamcię, co mu zaraz cysia da. Więc miłość mężczyzny jest w zasadzie zbędna. No chyba, że Matka zapragnie rodzeństwa dla dziubdziulka, to wtedy jednak mężczyzna jej się przyda. 

Matka nie ma czasu na strojenie się, ale za to ma czas na buszowanie w internetach. I właśnie tam najczęściej (ewentualnie na placu zabaw czy w przychodni) chętnie dzieli się swoim spostrzeżeniami z nieuświadomionymi matkami. One tylko aspirują do miana Matki, ale im do tego daleko. Trzeba uświadamiać głośno i wyraźnie, bo przecież Matka wie najlepiej. Wszystko wie najlepiej. 
Czy szczepić czy nie (absolutnie nie bo autyzm cię zaatakuje). Jaki wózek wybrać (no przecież nie taki jak ty masz bo ten strasznie skrzypi). Jak wychować (za dużo nosisz swoje dziecko na rękach i wyrośnie z niego rozpuszczony bachor). Czy trzymać w domu zwierzaka po urodzeniu malucha(no coś ty, lepiej zrzucić go z 9 piętra). Wiadomo, moja racja jest najmojsza.
Strasznie dużo Matka Polka musi gadać. A jednak lepiej by było żeby zamilkła, bo androny plecie. 



*część z tekstów "Matki Polki" jest autentyczna i zasłyszana przeze mnie przy różnych okazjach. 

**tekst powstał pod wpływem jednego z wpisów Angeliki z Mama-granda.pl, oraz mojej przeogromnej irytacji rozmową pani Marzeny Rogalskiej  na temat cesarskiego cięcia na życzenie (tutaj można obejrzeć tą rozmowę).

6 komentarzy:

  1. Nie mam jeszcze dzieci, ale z opowieści dzieciatych koleżanek, które do miana Matki Polki szans nawet aspirować nie mają, że to najprawdziwsza prawda. Ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla mnie to było spore zaskoczenie, najpierw w ciąży, potem na samym początku matkowania...i z początku niestety wszystko brałam do siebie i przeżywałam (ach te hormony:) ) ale teraz to już mam ubaw po pachy i specjalnie zapamiętuje wszystkie mądrości życiowe, które usłyszę

      Usuń
  2. Sama nie mam jeszcze dzieci, ale pewnie w ciągu najbliższych paru lat to się zmieni ;) postanowiłam zerknąć, co tez Pani Rogalska ma do powiedzenia na temat CC. Jak w ogóle można sądzić, że CC na życzenie jest szybszym i wygodniejszym porodem?! Przecież to normalna operacja ze szwami, raną pooperacyjną i bólem, który często-gęsto można uśmierzyć tylko morfiną. Wierzcie, będąc na morfinie kobieta nie jest w stanie przytulić maluszka. Co do samego dziecka urodzonego przez CC, tak to prawda, że wygląda na przestraszonego, bo nagle zostało "wyrwane" z ciepłego i mięciutkiego brzuszka mamusi. Warto tez dodać, że sam proces dochodzenia po porodzie do tzw. formy o wiele dłużej przebiega po CC a jest to głównie związane z raną pooperacyjną. Żeby ktoś nie zrozumiał mnie źle. Nie jestem przeciwniczką cesarskiego cięcia, jeśli mówimy o względach medycznych, ale jeśli mówmy o cesarce na życzenie to już inna kwestia. wszystko co napisałam u góry miałam okazje widzieć na własne oczy kilka miesięcy temu na zajęciach praktycznych w oddziale ginekologiczno-połozniczym.
    P.S. Bardzo lubię Pani bloga i zwłaszcza jeden przepis- na lemoniadę cytrynową. jest pycha! Pozdrawiam!
    parasoleczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja powiem szczerze, że nie potępiałabym w czambuł kobiet, które wybrały opcję cc na życzenie. Kiedyś myślałam, że to wariatki i porąbane paniusie, ale zmieniło mi się podejście po zajściu w ciążę. Jedną z pierwszych myśli było "o matko, a co jeśli w trakcie porodu coś pójdzie nie tak". Nie tyle się bałam samego porodu (chociaż nie powiem żeby perspektywa bólu, skurczów i w ogóle tego wszystkiego jakoś mnie zachwycała), ale tego że przez 9 miesięcy w moim brzuch będzie się rozwijał mały, zdrowy człowieczek, a na koniec trafię na jakiegoś "konowała" który wszystko spieprzy. Jednym słowem bałam się powikłań, które mogą nastąpić podczas porodu siłami natury, które będą miały wpływ na zdrowie malucha. Cesarka, przeprowadzona przez lekarza, które się zna i któremu się ufa minimalizuje takie ryzyko w stosunku do dziecka (powikłania u kobiety są zepchnięte na dalszy plan w głowie przyszłej mamy). Dodając do tego jakieś straszne opory w znieczulaniu rodzących, o których się słyszy w kontekście polskich porodówek, ma się odpowiedź dlaczego cc na życzenie jest takie popularne. U mnie były wskazania medyczne, ale zanim się o nich dowiedziałam parę razy mi przemknęło przez głowę, czy może nie poprosić mojej pani doktor o taką operację.
      A pani Rogalska niestety jakieś dyrdymały opowiadała o porodzie między projektami.Ciśnienie podniosła mi lepiej niż kawa.
      I tak....niestety niemożność przytulenia malucha dopóki nas nie uruchomią, oraz kontakt skóra do skóry ograniczony tylko do kilku sekund przytulenia jednego policzka do drugiego jest czymś co dosyć ciężko się wspomina. Rekonwalescencja przy tym to małe miki. Na szczęście Luśka jest zdrowa i to jest najważniejsze.

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    2. Podejrzewam, że moje podejście do wielu rzeczy zmieni się tak jak to były u Pani, po zajściu w ciążę :) na razie zostanę przy swoim ;) Uściski dla Lucynki ! :)
      parasoleczka

      Usuń
    3. zdecydowanie ciąża zmienia wiele w życiu :)))
      pozdrawiamy obie :)

      Usuń

Copyright © 2016 Kuchnia Pysznościowa- blog kulinarny , Blogger